spotkali się przypadkiem
zeszłej zimy
w chmurach oddechów
rozgrzewając dłonie
zmieniając łuski śniegu
w wielkie ważne słowa
czas zmieniał właściwości
rozciągały się momenty
aby razem z sobą być
byli nierozłączni
byli jak powietrze
dziś nie widzą się
spotkali się przypadkiem
zeszłej zimy
w chmurach oddechów
rozgrzewając dłonie
zmieniając łuski śniegu
w wielkie ważne słowa
czas zmieniał właściwości
rozciągały się momenty
aby razem z sobą być
byli nierozłączni
byli jak powietrze
dziś nie widzą się
Gdy się niebo przepierzało,
ukrop zdawał się już chłodnieć
babie lato nas związało,
zaplątało w sieć okrutnie.
Lśniącą przędzą porządliwie,
głaszcząc skórę pieszczotliwie .
Jak pozbierać nikłe nitki,
gdy się tworzą nowe witki?
Nęcą zmysły, plączą mowę,
zatrzymują nas przy sobie.
Już nie wierzę w rozplątanie
pożegnanie i rozstanie.
Dzień w dzień ziemia drży od rosy
pełne ziarna są już kłosy.
Ptaki kwilą o odlotach,
a my zostajemy w splotach.
Zakochani, zapatrzeni,
zasłuchani w łąk brzęczenie,
srebrną nicią otuleni,
w falach kwiatów zatopieni.
Dość, nic więcej nie mów,
po co ta przemowa?
Na granicy zmysłów
niepotrzebne slowa.
Szumną obietnicą,
bluszcze wiążą dłonie.
Głośną tajemnicą
dzikie wino płonie.
I tak żywy płomień
drzewa przyjmowały
że las strawił w ogień
- pożar doskonały.
Brzaskiem obudzona zerwie mu truskawki.
Niczym boginka kreśli polnej drogi szmat;
Gdy łaskocze atłasowych listków skrawki;
W falbanach trawy bosą stopą znaczy ślad.
W dali parasol kopru milczy zazdrośnie.
Na płocie pękają śmiechem groszku strąki.
I dopóki dzikich jabłoni sad rośnie,
dopóty nie zginą sianokosem łąki.
W ciszy, z koszem dobroci, w zielnej topieli,
swoją białą dłonią zgarnia mu owoce.
Na kolanach ma głowę, w wonnej pościeli,
i sam nie wie czemu tak cały dygoce.
Chwila, gdy serce dotyka zapomnienia;
Kiedy upragnione dłonie tulą dłonie;
Tak jak w akcie mistycznego objawienia;
I zbędne słowa, gdy dusza słońce chłonie.
(30 października 2009)
W ciszy cmentarnej alei;
W kłączach dalii i storczyków;
W dżdżystej wieczornej kąpieli
psotnych paproci haczyków…
Skryci pod liśćmi łopianu
młody chłopak i dziewucha;
Wraz z kolumnami kasztanów;
zaczaili się na ducha.
W dali światła gasły właśnie;
W ziemi truchło robak toczył…
Aż tu nagle jak nie trzaśnie!
Puchacz zdobycz w norze zoczył!
Spadł, pazurem futro chwycił.
Ciosem rozlał wnętrze brzucha…
Młodzi gapią się jak wryci:
-W mogilniku jest Kostucha!
-Dziobem patroszy trofeum!
-Szarpie i flaki połyka,
a księżyc jak Koloseum;
Ćma tańczy kołem i znika.
chłód balsamuje wieczny cień,
gorące młodych przysięgi
nim noc zamieni się w nowy dzień.
Brzmią słowa ciszą przetkane,
w oczekiwaniu upiorzyc;
Nim stary grabarz nad ranem
podwoje światów otworzy.
-Czy to wiatr w gałązki dmucha
w kryjówce śmierci i życia?
Brzoza szepcze im do ucha:
-”Moc tajemnic do odkrycia…”
-”Zostań. Każda chwila krucha…”
Szum – czy tylko urojenia?
Nic. – Nigdzie żywego ducha.
Tu sen. Spokój. Kres istnienia.
(27 stycznia 2010)
strzały jaskółcze
na powierzchni wód
słowa najczulsze
płonie ciszy chłód
zegar odmierza
słowne okręgi
księżyc zanurza
się w rzeczne wstęgi
zanim zawładnie
miastem neonów
nim sen się wkradnie
wróćmy do domu
(28 kwietnia 2011)
W moczarowych wichrów lamentach,
W grzebieniach sitowia – krzyki mew.
Ciemność – w wodnych oczu odmętach,
Na bagnach rozpacz kikutów drzew.
Żywy – lecz czemu jak widmo błądzi?
Samotny człek chłonie mrok głuszy.
Tu, na mokradłach, pomór rządzi,
A głosy martwych sycą uszy.
Wśród błota jarzą się istoty,
Niewieścich ciał przybrały żądze.
Lekki, jedwabny kształt ciepłoty.
Pobladł, przeklął i rzekł: – „Odchodzę”.
Nie zdążył nawet zrobić kroku,
Już w dzikie wino zaplątany.
Kamienne ramię drży w amoku,
Topnieje żołnierz ołowiany.
I w halkach warkocze komety,
W lędźwiach pocałunków potoki,
Głodne czułości są kobiety.
- Władczy płomień dziesięciooki.
Gubiąc całun w śmierć się zmieniają,
Z ust wyrwany przeraźliwy jęk,
Stwory zewsząd go otaczają,
Szpony dzielą odzienie i lęk.
Zbudzony – Mrok z oczu przeciera,
Splamionej koszuli widzi len.
Gorąca szrama mu doskwiera.
-”Spokojnie to był sen. – Tylko sen...”
***
Kolejny utwór z kapsuły czasu (26 października 2009)
jakieś takie właśnie klimaty mnie wówczas zajmowały. :))
niewierną noc
porywczy wiatr
na wskroś mroźnym
obdarzył spojrzeniem
w tej jednej z chwil
jej cały świat chciał zmienić w pył
tak straszył ją
tak groźnie wył
nad ranem zmilkł
nagły paraliż zażegnany
popatrz porcelanowe drzewa
ich ramiona sięgają prawie nieba
popatrz tarzają się chmury po ziemi
morskie fale spieniły szczyty gór
w jarach oczekiwanie na odwilż
na spojrzenie stu słońc warte
dziś przetkane kryształem
w oddali nic
tylko wiatr
gdziekolwiek spojrzeć
naga noc
przystrojona
w najcenniejsze klejnoty
miliardy oczu
spoglądają w górę
i w zachwycie płoną
Jak głośno usłyszeć można ciszę?...
Dotyk i oddech odmierzają nasz czas
Szeptem kochanków wypełnione nisze.
Tnie deszcz, na oknach wiszą wstęgi drżące,
Mgła tka na szybach ażurowe kolie,
w zgaszonej żarówce studzi się słońce.
Tykają minuty, kołyszą łąki...
Blichtr spełza z lichtarzy, języki ze świec,
Stopiły je zmysłów woskowe pąki
w strumienie, w rzek meandry - w ognisty szlak.
skąd to nie wiadomo
zgrabnie weszła w słowo
i tak jak w powieści
zaczęła od treści
chwycona przynęta
ledwo ją pamięta
tak bliski obłokom
gdy puściła oko
2 marca 2012
Co dzień...
W tej szczególnej
minuty godzinie
z zachodu zapala się łąka
na styku nieba i ziemi
złocą się trawy...
Horyzont już stoi w płomieniach.
Nic nie ugasi morza kłosów;
ani podniebny błękit,
ani czyjaś obecność
lub jej brak...
Bursztynowe oko
co dzień układa kwiaty do snu.
Gdzie mnie prowadzisz
o ślepe serce?
Na krawędź świata?
Podbijać lądy?
Gdy tu na mych oczach
co dzień płonie łąka...
W myśli o tobie mój miły.
duch setne wrota otwiera;
znów mnie ostępy zwabiły,
tam wiatr się z knieją wciąż spiera.
I mijam zuchwałe drzewo,
które jak los Mojry włóknem,
na przekór wszelkim ulewom
miedzianym zakwitło próchnem.
Czy pamiętasz nas? I ten staw głęboki?
Z wolna piliśmy rannej rosy soki.
Tam w wilgotnym mchu ukryty był przesmyk…
-Ciał skrył szelesty.
Szukając schronienia od ludzkiej wrzawy,
Zuchwale śniliśmy swój sen słodkawy.
Słysząc głos źródła w wodnych roślin kępce;
-Pluska i szepcze.
-”Któż wie, czy jutro nastanie kochanie?
-Czy obudzimy się znów na polanie?
-Stęsknionych dłoni i drżących nocy sznur…
-Dźwięcznych cykad chór.”
(17 sierpnia 2009)
czasem głuchy dźwięk
niezdarną ciszę trąci
niczym rzadki
rajski ptak
w ławicę słów zbłądzi
nieznane niosąc spoiwo
na zawsze
dotkliwe dając mu znaczenie
blisko i daleko
przypadkowych rąk spotkanie
raz chmurne
to znów niebieskie migdały
nie ugasisz słońca
gdy w duszę się wżera
rozstania nieznośny lęk
bzdury podpowiada
długie myśli mąci
lub tęsknotą dręczy
innym razem
serce serce odkryje
w nim kryształy fraktale komety
uśmiech
ukojenie
*
Kto zna wakacyjne miłości zakończone Happy Endem?
rym pod piórem
grają świerszcze
z kłosów chórem
z deszczu dreszczem
jak nurt rzeki
w liściach żyłki
drżą powieki
tańczą pyłki
słów drobiny
chmur przestrzenie
mkną w szczeliny
wprost w płomienie
(24 września 2011)
EROTYK NIENASYCONY
Chodź… Nikt przecież nie patrzy.
Razem wejdziemy w toń snu.
Chodź… Nikt przecież nie zajrzy
w zielone melodie strun.
Dźwięcznie, dzwonkami kłosów
pieszczą usta łakome.
W chórze bezbarwnych głosów
zakwitł makowy płomień.
(2 czerwca 2011)