za ścianą wśród wzgórz
rozlało sie morze
płyną statki
na każym z nich żeglarz
w zmęczonych źrenicach
wiszą mu chmury
jak śnieżno-białe firanki
czule tuli już drugi brzeg
dzielą i ważą się losy
ładunek poszedł na pniu
gwar i nieznajome twarze
z sosnowych kandelabrów
skapuje żywica
krople stukają
w klawisze fortepianów
wybrzmiewa chwila
w kwadraturę ujęta prawda
w alabastrowych pałacach
ze snów




