w głębinie zaklęte
słońca niepojęte
dzikie nenufary
zaklęcia i czary
unoszą się w toni
fala falę goni
księżycowe kłącza
krynica płonąca
dziś jakby uśpione
drogi zagubione
niedostępne chaszcze
tylko niebo głaszcze
w głębinie zaklęte
słońca niepojęte
dzikie nenufary
zaklęcia i czary
unoszą się w toni
fala falę goni
księżycowe kłącza
krynica płonąca
dziś jakby uśpione
drogi zagubione
niedostępne chaszcze
tylko niebo głaszcze
Tu czas płynie ciurkiem;
jakby głaskać piórkiem,
jakby kłosów ziarno,
ustami zagarnął.
Zabrał hen wysoko:
w księżycowe oko,
w skrzących gwiazd firmament,
prosto w snów atrament.
W kamiennej strażnicy
stwór jest białolicy.
Senny z brzasku lśnieniem
chłodne mierzy cienie.
Ukrywa się we dnie,
a gdy słońce zwiędnie
woła mrok sierocy.
Sowa – skrzydła nocy.
9 sierpnia 2011
głowi się księżyc
nad chłopkskim polem
wzrok wbił w niebo sokole
uszy mitręży
spać już powinien
lecz spać nie może
dzień snem go zmoże
grzędą w dolinie
srebrny cyrulik
pomóc w zadumie
sobie nie umie
chmurę przytuli
policzy owce
wychyli prędko
rozlane mleko
zje słów manowce
miast słodko drzemać
stopnie zbuduje
noc defiluje
mroczna bohema