Ktoś miał lub umiał zbyt wiele,
inny mu tego pozazdrościł.
Kiedy trzeba było się ułożyć,
wyzwał od głupców,
zapominając przy tym jak
porywczy potrafił być ktoś...
Na to pierwszy obraził się na Amen,
nie chciał już słuchać,
bo takie było jego prawo
i miał wszystkiego serdecznie dość.
***
W zasadzie tego dnia było chłodno,
to był wtorek lub czyjaś środa.
Słońce nie zdołało rozgrzać atmosfery,
już niebo przeciął z hukiem samolot na pół.
Gdzieś zaśpiewał kos do porannej kawy,
a sierpówka zaniosła słomkę do gniazda.
W oddali i z bliska zielenił się las.
Formowały się arterie mrówczego miasta
i sąsiedzkie życie w przedogródkach.
Z cicha na drzewach pękały pąki
i wodę na rzece głaskał wiatr...
A drobne kwiaty...
Były jak pierwsze pocałunki,
które tak dobrze pamięta stary świat...
I tak nastał koniec i nowy porządek.
Wszystkim nam przecież kogoś brak.

















