niewierną noc
porywczy wiatr
na wskroś mroźnym
obdarzył spojrzeniem
w tej jednej z chwil
jej cały świat chciał zmienić w pył
tak straszył ją
tak groźnie wył
nad ranem zmilkł
nagły paraliż zażegnany
popatrz porcelanowe drzewa
ich ramiona sięgają prawie nieba
popatrz tarzają się chmury po ziemi
morskie fale spieniły szczyty gór
w jarach oczekiwanie na odwilż
na spojrzenie stu słońc warte
dziś przetkane kryształem
