Chcę wierzyć, że dobrzy ludzie mają proste życie.
Pomalutku i skromnie toczy im się naprzód
po najbliższy horyzont,
gdzie kilka domów, a za nimi pola.
Ciągnie ich para koni,
omijając pętle węzłowatych ulic
i zdradliwe wyboje wielkich miast.
W rytm kopyt galopem do przodu mknie.
Czasem przewróci się
i tarza po zielonej łące
przenikając zapachem trawy.
Zimą parska na świeży śnieg.
Nie wadzą nikomu,
i zawsze śpią spokojnie
zawierzając bogom
swoje troski
i poczciwy los.