Z modrej, chmurnej kolebki
uwitej w letniej mrzonce,
z posłania z lekkiej mgiełki
ze snu budzi się słońce.
Czego tknie niczym Midas
powiela rozrachunek,
nim pośle w wielkie żniwa
wiążący pocałunek.
☆☆☆
Czapla biała czyści pióra.
Szara zapuszcza żurawia
A tu dziko rosnące jeżówki i rudbekie



