Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 lipca 2024

Pocztówka

 

 wśród szumu fal

 ciągną się pręgi i łuski wydm

słomkowych traw pióropusze

dalej i bliżej 

spoczęły na piasku 

 ludzkie rozgwiazdy

  wiją się leniwe spojrzenia

w wodzie po kolana 

 brodzi człowiek żuraw

 bacznie wypatruje 

gdzie są mięczaki

  narybek płytkich wód

wśród niedbale rzuconych

foremek do piasku 

 żywcem pogrzebany

gruboskórny pan

i pani w połowie odkryta

na w pół osłonięta 




czwartek, 8 lutego 2024

OBRAZY

 

    za ścianą wśród wzgórz

rozlało sie morze

płyną statki

na każym z nich żeglarz

w zmęczonych źrenicach

wiszą mu chmury

jak śnieżno-białe firanki

  czule tuli już drugi brzeg

dzielą i ważą się losy

ładunek poszedł na pniu 

gwar i nieznajome twarze

z sosnowych kandelabrów

skapuje żywica

krople stukają

w klawisze fortepianów

wybrzmiewa chwila 

w kwadraturę ujęta prawda

w alabastrowych pałacach

ze snów










poniedziałek, 29 stycznia 2024

Dualizm










Uwierzysz i rozdźwięk się skończy,

wojenna kurzawa ustanie.

Umilknie niepewne rozchwianie,

gdy chwila się z chwilą połączy...


W rytuał na wpół boskich stworzeń

 odbiciem zwierciadła łechtany.

 Ze śmiechem mew i śpiewem piany,

szalone przetoczy się morze.


(28 grudnia 2011)


środa, 21 czerwca 2023

Morze nie śpi IV


   Wśród kilku rozproszonych domostw paliło się ognisko. Płomienie lizały wyschnięte drwa i wysyłały do nieba skrzące się paciorki. Wokół tańczyła gromadka kobiet; klaskały i powtarzały intonacyjny śpiew w takt uderzeń bębna. Setki warkoczyków spadały kaskadą na nagie piersi; gołe brzuchy wiły się jak u kobry, aż serce Haruna przyśpieszyło i zaczęło bić rytmem kobiecych bioder. Westchnął oczarowany. Oddzielnie zgromadzonych mężczyzn zajmowało zupełnie co innego: dwóch  osobników z białą glinką na twarzy na kształt maski tańczyło z dzidami. Nie, to nie są popisy, to musi być pojedynek! – zrozumiał w jednej chwili Harun – prawdopodobnie walczą o żony, o prestiż, ku chwale swego plemienia…  Mięśnie przedramion kurczyły się i zadawały cios pokonanemu. Z ran spływała im krew, za jakiś czas z piersi którejś z tych dziewczyn popłynie mleko – pomyślał nieprzywykły do podobnych widoków młody człowiek, który nie spostrzegł, iż za jego plecami ktoś właśnie zasadzał wnyki.

***

Nagle upadł przygnieciony uściskiem dzikich ciał. Schwytanego i związanego sprowadzono do osady  i przytwierdzono do otaczającego ją ogrodzenia. W jednej chwili skończyło się przedstawienie. Zgromadzenie otoczyło przybysza i mówiło coś w swoim dziwacznym języku głupio szczerząc zęby. Dzieci zabrały mu buty, zegarek i kamizelkę, nie mógł się obronić. Później na postronku powiedli przed oblicze wodza jak jakieś bydlątko,  być może na pewną rzeź? Nawet na statku przy ciężkiej robocie żaden z mężczyzn nie był tak ordynarny, żadna ze znanych mu kobiet nie zachowywała się dotąd w ten sposób. Żadna nie patrzyła na niego jak na znalezioną wśród błota błyskotkę i nigdy wcześniej nie widział w damskich oczach porządania pomieszanego z pogardą.     

***

   Senną ciszę przetkaną brzęczeniem moskitów przerwał krzyk dobiegający z jednego z szałasów. Zbudzeni ludzie wpadli w popłoch. Przestraszony Harun zaczął trzeć włókna ściskające mu nadgarstki. W oddali pojawił się cień zwierzęcia, które wlokło za sobą kawał rozszarpanego mięsa. Szakal, albo pantera – stwierdził z przerażeniem. Szczęściem jak szybko się pojawiło, tak szybko odeszło w ciemne jak sadza czeluści. 

***

Nad ranem wrócili tamci. Jedna z kobiet oparta o ramię innej przeraźliwie szlochała. Wyglądała jak rzadki, tropikalny kwiat, który przekwitł właśnie tej nocy.  Straciła kogoś bliskiego - pomyślał.

Wkrótce przyszedł do niego jeden z dzikich. W ręku ściskał glinianą miseczkę, w której dymiła porcja pieczonych owadów. Wyglądał na zmieszanego. Z jednej strony wpychał mu naczynie, z drugiej wskazywał palcami usta. Harun rozpoznał w nim wcześniejszego agresora. Czyżby to zadośćuczynienie? Może uznali, że atak drapieżnika to jakaś klątwa, może zemsta tajemniczych bogów? Może jego samego uznali za jakieś bóstwo? Popatrzył na posiłek. Cóż było robić? Nie w smak mu było spożywać chrząszcze. Ale nie sposób było wykręcić się od skorzystania z zaproszenia na to prymitywne przyjęcie.

 25 marca 2011


wtorek, 20 czerwca 2023

Morze nie śpi III


   Wszechpotężna, bo niczym nieuświadomiona nicość, a może raczej natchniona boską mocą fala, niosła ciało rozbitka, by wreszcie wyrzucić je na nieznany dotąd brzeg. Harun ani drgnął. Nie poczuł, że przygarnął go stały ląd i nie spostrzegł także jak po niebie rozsypały się gwiazdy. Gdyby mógł, zobaczyłby pewnie cienką kosę księżyca i wstążki spadających meteorów, gdyby mógł usłyszałby jak ciszę parnej nocy przerywa nowy dzień. Leżał bezwiednie nie zdając sobie sprawy z upływającego czasu, nie dbając o przyodzienie, ani o chłopięce wysmagane wiatrem ciało. Przpływ zbierał kosmyki włosów i rozrzucał je niedbale zasłaniając młodemu twarz. Stał się częścią tej linii, która oddzielała od siebie światy: tak jak odnaleziona na plaży muszla skrywa szum oceanu i jak konar dryfujący w słonej wodzie niesie w sobie wspomnienie szumiących drzew. Nie mógł nawet przypuszczać, że zaczyna się dla niego nowy etap życia, że przyjdze mu zmierzyć się z wszelkimi ludzkimi słabościami, że stoczy bój o swoje własne przetrwanie.

Tymczasem wyspa, niczym osławiona Ogygia, witała go zielonymi sztandarami drzew. Palmy rzucały na ziemię palczaste cienie. Z buszu dobiegały głosy awanturujących się małp. W oddali bielały od słońca palisady skał, a w płytkich wodach migotały ławice drobnych, kolorowych rybek. Od wygłodniałych mew umykały kraby znajdujące schronienie w sieciach morskich roślin. Korale rysowały, precyzjnie krągłe atole, znacznie mniejsze zwierciadła potężnego oceanu,  w których rozleniwioną wodę marszczyła ciepła bryza. I tak jeden świat przenikał w drugi jeszcze mniejszy, w którym cząsteczki  wirowały w tańcu przekazywane dalej i dalej, jak pieszczota całującej się parki gurami.

***

Nie mógł uwierzyć własnemu szczęściu. Nabierał w dłonie mokry piasek i śmiał się do łez. Gdy był mały, matka mówiła mu, że jako najmłodszy z rodzeństwa jest w czepku urodzony, ale żeby aż tak?  - zapytywał sam siebie. Podniósł się i pokuśtykał w stronę zarośli. Przedzierając się w głąb wyspy odchylał soczyście zielone kotary pałacu tysiąca pokoi. Trwało to dobre pół dnia, gdyż niejako przy okazji szukał sobie pożywienia. Nie było łatwo,  nie znał większości roślin i nie wiedział, co nadaje się tutaj do jedzenia. W pewnej chwili przystanął zaniepokojony.  Nie może być - pomyślał -  słychać bębny i śpiew jakiegoś dzikiego plemienia.


(20 marca 2011)



niedziela, 18 czerwca 2023

Morze nie śpi II



   Kobaltowa chmura pożerała ciche połacie nieba, wciąż chłodna i głodna spuszczała ku ziemi świetliste strzępki błyskawic. Podniósł się wiatr, ożaglowanie prężyło się i trzepotało… Z zamyślenia wyrwał go szyper, który nagle pojawił się na dziobie.  

-Majtek schódź no do pomocy przy takielunku! Haruna przeszył dreszcz niepokoju, prędko przeskakiwał co drugi stopień zmierzając ku dołowi.

-Wiązać żagle! – zarządził kapitan - nadchodzi sztorm! Załoga na komendę zaczęła uwijać się jak w ukropie: 

-Ciągnij linę na raz! – krzyknął zejman i już marynarze zwijali płócienne skrzydła, które jeszcze inni związywali. Tak też było i przy następnym i dziwił się kanaka, że tak to wszystko zmyślnie jest ułożone.

-Nowy zostaniesz z bosmanem, reszta do kajut! – przełożony wydał komendę, gdy okręt był już przygotowany na sztormowanie. 

Bosman zdjął czapkę, podrapał się po siwej głowie wyraźnie niezadowolony, lecz nie powiedział nic i kornie stanął na posterunku.

-Taki sztorm to poważna rzecz – burknął do młodego - jest jak chrzest Posejdona. Za daleko od kotwicowiska i od jakiegokolwiek portu, trzymaj się blisko i słuchaj starszych – tłumaczył.

 Spienione bałwany kołysały łajbą, rzęsisty deszcz znacznie obniżyły widoczność, krople wody moczyły ubranie i marszczyły skórę. Wiatr targał włosy, przenikał do kości i przeraźliwie wył. Zapał stygł i Harun z żalem wspominał swój rodzinny dom i tęskniło mu się za mało płatną, acz dużo bezpiecznniejszą pracą chłopca sprzedającego gazety na rogach ulic w Dover. I kiedy tak sobie myślał, o nudnym, lecz spokojnym życiu,  gigantyczna fala uderzyła w okręt, przelała się przez burtę i porwała domorosłego żeglarza w błyszczącą, zimną jak stal toń oceanu.

-Człowiek za burtą! – usłyszał jeszcze jak przez mgłę zanim woda wlała się do uszu. 

***

Już pierwszego dnia rejsu, kiedy minęliśmy białe klify Albionu i wpłynęliśmy przez cieśninę Kaletańską na szerokie wody Atlantyku, Jutrzenkę zaskoczył niespodziewany sztorm z wiatrem tworzącym fale wysokie na dziesięć, do pietnastu stóp. Załoga dostała rozkaz, aby złożyć żagłe i schronić się pod pokładem - co niezwłocznie uczyniliśmy. Mniej odporni dostali zaraz choroby morskiej, inni, aby zabić czas, grali w kajutach w karty.  

Przy sterze pozostał bosman i jeden z chłopców okrętowych do pomocy. Doświadczony członek załogi dzielnie dawał sobie radę w przeciwieństwie do młodego, którego zabrała jedna z fal i słuch po nim zaginął. Niektórzy twierdzą, że to zły omen, że „rejs niechybnie źle skończyć się musi, tak jak się rozpoczął” – zapisał w dzienniku pokładowym oficer wachtowy pod datą 27 września 1824. 

***

Harun w tym samym czasie dryfował wśród kłębowiska wzburzonej wody. Kątem oka udało mu się zauważyć fragment roztrzaskanej beczki, do której  z trudem dopłynął. Po jakichś dwóch godzinach ocean uspokoił się, ale młodemu wilkowi morskiemu uczepionemu prowizorycznej tratwy zaczęło dokuczać  zmęczenie oraz głód. -I na co mnie to było? – zdenerwował się uderzając otwartą dłonią w lustro wody.

cdn.

(12 marca 2011)


sobota, 17 czerwca 2023

Morze nie śpi I



 Gdy zobaczył ją pierwszy raz miał wrażenie, że jest opuszczona i smutna. O tej porze port świecił pustkami, za to w okolicznych karczmach przeciwnie – wrzało jak w ulu. Gospodarze uwijali się szykując jadło. Rum lał się strumieniami. Dziobaty kuk z brodatym cieślą opowiadali naprzemian sprośne żarty. Rozpromienione dziewczęta piszczały co chwila, bo ciężko im było opędzić się od wygłodniałych wilków morskich. Karty układały się w wachlarze, kości turlały się po stołach, błyszczały złote zęby, brzęczały srebrne monety, w powietrzu wirował kurz i słone wspomnienia z Przylądka Horn.  

Podszedł bliżej. Do połowy była mokra, dumną pierś zlizywał zachłanny wiatr. Rozplótł jej długie warkocze i chłopakowi sprzedającemu gazety zaczęło wirować w głowie niespokojne pragnienie.  Zdawało mu się, że jak piastunka kołysze go do snu. Widział siebie jak stoi na dziobie, a fregata rozdziela szalone fale jak poły płaszcza, jak jej krągłe żagle furkoczą i prowadzą ku brzegom Grenlandii, tam, gdzie dryfują tłuste brzuchy wielorybów. Oczyma wyobraźni widział jak morze wkrada się w szmaragdowe fiordy,  pluje na ostre krawędzie skał i zbiera w odchłań małe, okrągłe kamienie.

-Młokosie chodź no do nas! Co tak głowę w chmury zadzierasz? Chodź tu i napij się! Między cuchnącymi beczkami a wieżą pustych skrzynek siedziało trzech, może pięciu drabów. Ściemniało się i choć w niskich portowych zabudowaniach jak świetliki w majową noc zapalały się okna, Harun poczuł się nieswojo. Chcąc niechcąc podszedł bliżej, gdyż pragnienie usłyszenia morskich opowieści okazało się silniejsze. 

-Niebezpiecznie tak po zmierzchu w doki się zapuszczać -zagadnął jeden z żeglarzy – strach człeka drugiego za rogiem spotkać. Sakiewkę gotów zerwać, a i kark bez skrupułów skręcić. Gdy zapada zmrok widma zatopionych statków wyłaniają się z fal, a dusze rozbitków szepczą do uszu o ukrytych w głębinach skarbach. Niektóre z tych historii mogą być nawet prawdziwe, ale ty ich nie słuchaj, oni namawiają do złego, chcą byś umarł tak jak oni…

-Masz łyknij malagi, to ci rozjaśni umysł. Harun pociągnął z butelki. Nigdy wcześniej nie miał alkoholu w ustach. Zachłysnął się i zaczął kaszleć, reszta głośno się zaśmiała. Osiłek rozpakował zatłuszczony papier z wędzoną rybą. Urwał mu kawałek i podał. -Masz, zagryź sobie i z powrotem zaczęli się śmiać, gdy wzięta do ust makrela skrzywiła buźkę wyrostka. -A teraz upij znowu wina – zachęcali go. Najstarszy zaczął nucić zapomnianą melodię, rudzielec wyjął harmonijkę i mu przygrywał, tęgi dzielił w tym czasie skromny posiłek.

-Morze to niebezpieczna kraina i rządzi się swoimi prawami - kontynuował  opowieść doświadczony marynarz – w trudnych chwilach pomaga nam śmiech, w cieżkiej pracy śpiew…

Zrobiło się błogo, ciepło i radośnie, chlopak od gazet zanurzył się w opowieść i wsłuchał w melodię fal…

Nazajutrz obudził go ostry ból głowy. Ostrożnie podniósł się wyżej i poczuł jak z impetem uderza w drewnianą belkę. Skąd ona się tu wzięła? – spytał sam siebie. Wszystko było jakieś inne, ciasne i ciemne. Boże, Boże, gdzie ja jestem? – pytał sam siebie.

-Hej chłopaki! - zawołał nieznajomy – Wstał już! I nagle Harun trzeźwieć zaczął i oczom nie wierzył temu, co się okazało. 

-Tak żeś wczoraj płakał za morzem – zaśmiał się jeden z majtków - żeśmy cię zabrali. Zbieraj się, pokład trzeba wyszorować, a jak skończysz, to wdrapiesz się na gniazdo. Masz szczęście, żeś nowy, każdy tu pilnuje swojej wachty i nikt za nikogo nie będzie robić. No już, ruszaj się!

Włochata szczotka wnikała w szczeliny, skrobała skórę i pokład. Na dłoniach pojawiły się pierwsze pęcherze, które pękały i sprawiały ból.

Wchodząc na szczyt masztu mało nie spadł, lecz nie poddał się, wiedział, że za wszelką cenę nie może patrzeć w dół.

Teraz morska bryza dmuchał mu w twarz. Zmierzył chmurny, gotowy zaraz zagrzmieć horyzont. A niech mnie jasny gwint! Ognie świętego Elma drgają na maszcie!

-Bosmanie! – krzyknął wystraszony. - Bosmanie idzie sztorm!


(27 lutego 2011)










sobota, 10 czerwca 2023

SYRENY

   Ostatnio wybrałam się z pewną młodą damą, zafascynowaną, jak wiele dziewczynek w jej wieku, baśniowymi księżniczkami,  do kina na  kontrowersyjną "The Little Mermaid" Disneya. A kontrowersyjną dlatego, iż animowana wersja Małej Syrenki jest biała, tymczasem w wersji filmowej z 2023 roku Ariel jest ciemnoskóra, co spotkało się z dość dużą krytyką.  

Pomimo wielu niedostatków i swej przewidywalności, film okazał się łatwy i przyjemny w odbiorze, a jego ogromnym plusem było z pewnością zakończenie (mała zaczęła skakać po fotelach ;)). 

Ja z kolei noszę w pamięci zupełnie inny obraz tych stworzeń zamieszkujących głębiny mórz, bardziej drapieżny i niebezpieczny. Z takimi to lepiej nie zadzierać! Oto i on:




Syreny

Ulises dziarsko w światy dryfuje;

A każdy z druhów z myślą się szarpie.

Co zgubę rychłą śmiałkom szykuje?

W toni przebywa Lewiatan, harpie.


Zmęczeni losem wojowie z Troi;

Ruszyli naprzód, gdzie dom ich błogi:

Gdzie żona, dzieci, i spokój koi.

Pomni, na wiedźmy Kirke przestrogi:


-”Ten, kto chce śpiew wód głębokich poznać;

-A przy tym przetrwać niepokój duszy,

-Wokół masztu winien się przywiązać;

-Lub szczelnie woskiem oblepić uszy.”


Nimfy, co przeszłość i przyszłość widzą,

Juchą żeglarzy karmią – dech trupi.

Szczęśliwe, kiedy z rozbitków szydzą;

Błękitna otchłań w mękach ich gubi.


-Ach! By nie spłoszyć wizji tej czystej!

-Lekką pianą okryte są dziwy!

-Ręką uszczknąć tęsknoty siarczystej;

-W połowie kobiety, na w pół ryby!

 

Wzburzona fala zalała pokład;

Lubieżnych kobiet przybrała formy;

Perłowych dźwięków – harmonii układ;

Jedwabnych piersi – zmysłowe sztormy!


Cudem dotarli w ciche rejony;

Wróciło do normy ludzkie tętno.

Ulises pieśnią zręcznie wabiony;

-poznał czym wola i co to piękno!


(7 sierpnia 2009)


poniedziałek, 29 maja 2023

Wciąż...


 

te same gwiazdy na niebie
którym się przyglądasz
te same noszą imiona
choć język bywa inny
te same słońce księżyc
po niebie toczą kręgi
te same chmury 
je zasłaniają
 pęcznieją i spadają
te same morskie wody
kołyszą się na wietrze
te same troski i tęsknoty
się ludziom przydarzają
radości i miłości
strach i ból
te same słowa 
mają znaczenie
te same istoty je odczuwają
spotykasz je wszędzie
pomimo różnic 
te same...