W niebie…, to musi być szalenie nudno.
Stały bywalec odludzia zamilkł,
po czym upił drżący księżyc z kufla piwa.
W niebie…, to anieli ust nie domykają,
pewno z nudów ciągle ziewają – śmiał się.
Nad ranem godzinki do baniek na mleko zlewają…
W niebie…, to jeden drugiemu rozczesuje
zlepione od nieziemskiej słodyczy skrzydła.
Chmury jak w saunie parują, aż ciężko oddychać.
W niebie…, nie masz czasu na literaturę piękną.
A poezja? To wróg najpierwszy! Jest jak lubieżny wąż,
co z ust wypełza i cherubów do złego wabi.
W niebie wszystko jest jasne i proste,
nie ma w nim skazy, tęsknot, ni światłocienia,
sam nie wiem… A może takiego nieba nie ma?…




