Ni mniej, ni więcej,
wybiera za środek lokomocji
zatęchły podmiejski szmelc.
Scenariusz bywa podobny
- choć nie taki znów oczywisty,
mniejsza o to…
W opasłym tomisku przechowuje
pęk złamanych stronic;
litery skaczą, rozmazują się.
Kątem oka łapie ledwo widoczny sens
od lat oswojoną pętlę,
- do szpiku kości
znaczony ołówkiem wers,
mokre rękawy od łez,
koliste reakcje kierowcy,
marszrutę przechodnia...
