W ciszy cmentarnej alei;
W kłączach dalii i storczyków;
W dżdżystej wieczornej kąpieli
psotnych paproci haczyków…
Skryci pod liśćmi łopianu
młody chłopak i dziewucha;
Wraz z kolumnami kasztanów;
zaczaili się na ducha.
W dali światła gasły właśnie;
W ziemi truchło robak toczył…
Aż tu nagle jak nie trzaśnie!
Puchacz zdobycz w norze zoczył!
Spadł, pazurem futro chwycił.
Ciosem rozlał wnętrze brzucha…
Młodzi gapią się jak wryci:
-W mogilniku jest Kostucha!
-Dziobem patroszy trofeum!
-Szarpie i flaki połyka,
a księżyc jak Koloseum;
Ćma tańczy kołem i znika.
chłód balsamuje wieczny cień,
gorące młodych przysięgi
nim noc zamieni się w nowy dzień.
Brzmią słowa ciszą przetkane,
w oczekiwaniu upiorzyc;
Nim stary grabarz nad ranem
podwoje światów otworzy.
-Czy to wiatr w gałązki dmucha
w kryjówce śmierci i życia?
Brzoza szepcze im do ucha:
-”Moc tajemnic do odkrycia…”
-”Zostań. Każda chwila krucha…”
Szum – czy tylko urojenia?
Nic. – Nigdzie żywego ducha.
Tu sen. Spokój. Kres istnienia.
(27 stycznia 2010)

