Łączna liczba wyświetleń

środa, 25 lutego 2026

A licho wie I

 


(Tekst powstał 18 grudnia 2012 i opiewa dalsze dzieje bliźniąt, które w poprzednim moim wpisie przyszły na świat. )




Młody książę, któremu na cześć dziada i pradziada dano na imię Twardostój,  poszedł niechybnie w ślady ojca, gdyż  z przeróżnych wymyślnych w świecie uciech najbardziej cenił sobie łowy, łamanie niewieścich serc i łajdaczenie się. Wymienione rozrywki stały się znakomitym powodem, aby w ogóle na dworze nie bywać. Za to Jagoda, która była mu jak matka załamywała ręce nad niepohamowaną chucią, bo młodemu ciągle było mało i mało. Jakaś nieznana wszechpotężna siła popychała go w kierunku zdecydowanie dlań nieodpowiednim: do piastunek, praczek, koronkarek, szykownych modystek, lub gorseciarek, pokojówek, urodziwych, acz naiwnych gęsiarek, dojarek i specjalistek od byśków. Aż tolerancja księżnej zaczeła topnieć i  synowskie wybryki poczęły jej poważnie doskwierać. Myślała ciągle, jakby tu gagatka usadzić? -Czym? -Ano ożenkiem z zacną, posażną, ale niekoniecznie rozgarniętą arystokratką w rzeczy samej! Tak, ażeby teściowa miała jeszcze co do powiedzenia, gdyby trzeba było reagować. Toteż z inicjatywy księżnej matki wysłano poselstwa do okolicznych dworów, a nawet na zamek królewski, aby nadobną pannę księciu przysposobić i szacher-macher prędko młodzież zaślubić, ażeby biedy jakowej z pospólstwem nie zdążyli wcześniej uczynić.

Zanim jednak wrócą – myślał Twardostój – trzeba mi ostatni raz  swawoli zakosztować, a potem… Potem to się zobaczy. Wybrał się tedy młody książe z druhami swemi wiernemi trzema: Janem z Janowic, Bartoszem z Kołomyi i Witkiem spod karczmy „Wyrwigrosz” zapolować w borze na niedźwiedzia.

Rosa drżała wdzięcznie w pierwszych promieniach słońca, kiedy kompania zasadzała się na drapieżnika. Upatrzyli stanowisko nieopodal barci umocowanych w leciwych dębach. Ze sprzętem mieli nieco ambarasu, ale pszczoły zajęte zbieraniem nektaru nie zważały na żadne ludzkie  zasadzki. Przechadzały się cierpliwie po kosmatych pręcikach kwiatów pilnie zapylając to, co trzeba. I nagle w oddali usłyszeli wyraźny ryk i jakby tętent dzikiego zwierza. Powietrze ponownie rozdarł przeraźliwy dźwięk, blisko barci zaroiło się nagle od pasiastych owadów, które przyuważyły agresora. Niedźwiedź zwęszył miód i już był blisko. Naraz począł wspinać się do plastrów ukrytych w konarach drzew, kiedy młody książę wyskoczył na niego z włócznią, cisnął, ale chybił. Zwierzę machnęło łapą, zeskoczyło z drzewa i mało co nie rozłupało młodzikowi czaszki. Na ten czas rzucił się mu nawet do gardła, ale niespodziewanie zatrzymał go dziewczęcy głos.

-Misiek! Misiek, w tej chwili przestań! Nie wolno! Misiek!

Rzeczony misiek zamruczał pod nosem i odstąpił od ofiary. Tymczasem Twardostój  osunął się na posłanie z leśnych paproci, lecz nim stracił całkiem  przytomność, zdążył jeszcze zoczyć zwiewną nad nim postać, która uratowała go od zguby i swoich towarzyszy, którzy właśnie szli mu na ratunek.

cdn.

piątek, 20 lutego 2026

Dalsze losy rzezimieszków - Narodziny bliźniąt

 Kiedy z drzew opadły już ostatnie liście, a gałązki wrzosów pokryły się kryształkami szadzi, przyszedł na Nawoję czas rozwiązania. Wyjęła tedy z klatki białopiórego gołębia, otworzyła okno i posłała go do starej Paciorkowej, która to we wsi gusła odczyniała, a która miała przyjść jej z pomocą, kiedy przyjdzie na nią pora.

Gołąb zatoczył koło nad domostwem, wzbił się w chmurne przestworza i zniknął jej z oczu. Dryfował chwilę ciesząc się wolnością, tak jak człowiek, który uwolni się z ciasnego i mrocznego pomieszczenia i teraz swobodnie oddychać  może. Chwilę później Nawoję przeszył ból jakiego jeszcze nie znała. Z trudem ułożyła się na posłaniu i oczekiwała nadejścia pomocy. Sekundy zmieniały się w minuty, a minuty w godziny. Nie przewidziała jednak, że gołąb zbłądzić może i zamiast usiąść na gołębniku poczciwej Paciorkowej trafi prosto do wieży Sędziewoja. Ten przyjrzał się ptaszynie i w lot skojarzył co się dzieje.

***

   Księżnej Jagodzie słów zbrakło, kiedy od nadwornego czarodzieja o porodzie usłyszała. Czasu było niewiele. Wyprawkę biegiem spakowała i tajemnym przejściem, których w zamku było wiele, a które jej do tajemnych schadzek z Sędziwojem służyły, wymknęli się na wrzosowiska.

Widok był opłakany. Pościel cała w krwi umazana, a brzemienna nieomal przytomność z wysiłku straciła. Widząc w jakim jest stanie mag zdecydował się jej pomóc i mimo iż brzydził się położnictwa jak niczego na świecie i sprawy tak przyziemne wolał wiejskim znachorkom zostawić, w przypadku książęcego potomka, musiał mieć pewność, że wszystko pójdzie jak należy.

***

   Gołąb zboża w wieży nie dostał i do Paciorkowej na dach poleciał. Baba na umówiony znak sygnał pieluchy w torbę spakowała i i w te pędy pobiegła na wrzosowiska. Kiedy dotarła na miejsce, księżnej, pierworodnego i czarnoksiężnika nie zastała. Brziemienna w bólach nie wiedziała co się dzieje. Majaczyła coś o dziecku, o chłopcu, którego powiła, ale guślarka uspokajać ją poczęła i do prawdziwego porodu przymuszać. 

Chwilę później chatę na wrzosowiskach ponownie wypełnił płacz. Na świat przyszło kolejne maleństwo - dziewczynka.

-Widzisz? – zwróciła się do Nawoi. – Cała jest i zdrowa. Po czym położyła zawiniątko tuż przy matczynej piersi. Nawoja rozchyliła pieluszki ucałowała mechatą główkę i liczyć paluszki zaczęła, a mała syta i swoim pierwszym dniem zmęczona, mruczała coś zasypiając.

 ***

   W tym samym czasie książę Maksymiliam, jak przystało na męża, warował pod drzwiami czuły na każdy głos dobiegający z sypialni żony. Nie posiadał się ze szczęścia, gdy wziął na ręce syna i nie zwrócił nawet uwagi, że jego połowica olśniewa urodą i nic a nic nie jest umęczona porodem. Za to nalegał, żeby nie wstawała i nie forsowała się nadto, że medycy i służki wszystkim się zajmą. 


freepik.com 

poniedziałek, 9 lutego 2026

Dalsze losy rzezimieszków - Słodko - gorzka tajemnica

Nawoja zdziwiła się trochę, gdy ujrzała księżną w identycznej do swojej sukience. Nie sposób było jej odmówić tak strojnego podarku. Gładka, jasna materia opinała talię i opadała z rozmachem w dół. Na całej powierzchni wiły się liliowo kwitnące pnącza. Dekolt i rękawy wykończone koronkową gipiurą... Była zachwycająca.

- A teraz - rzekła wielka pani - nałożymy maski, bo to nie jest zwykły bal, a maskowy. -Przykryj lico i baw się jak nigdy dotąd! Zaśmiała się.

- Niech żyje bal! Skinęła na pokojówkę, która  podała Nawoi puchar napełniony winem i trąciła swoim. - Do dna!

Na wieliej sali tańczyło już wiele par. Wirowali w takt muzyki. Ośmielona Nawoja trafiła w ramiona nieznajomego. Od tej pory wszystko zaczęło się dziać jak we śnie. -To chyba wino - myślała. I drżała przy każdym dotyku i co raz bardziej śmiałej pieszczocie. Nie wiedzieć kiedy trafiła do wielce szykownej komnaty, w której spędziła swoją pierwszą noc z mężczyzną. 





Nigdy wcześniej nie czuła się tak. I nigdy wcześniej tak nie wstydziła, gdy rano otworzyły się drzwi i do środka wtargnęła jej dobrodziejka. Nie budząc nawet śpiącego, wyrzuciła z pokoju, a dalej wartownicy pochwycili ją w jednej tylko koszuli i wyrzucili z zamku na bruk. 

Szczęściem dopiero co świtało. Rynek solny nie zapełnił się jeszcze kupcami. ani kumoszkami. Strażnicy przy  głównej bramie przepuścili ją uśmiechając się pobłażliwie.

¤¤¤

   Nawoja nieraz opłakiwała noc spędzoną w zamku. Przed oczyma duszy widziała korowód ludzkich masek i dworski przepych; tysiące barw, dźwięków oraz smaków, które dla jednych mogły być spełnieniem marzeń, dla niej stały się przyczyną wstydu. Zdawało jej się, że gdy płacze nad utraconą niewinnością, razem z nią płacze całe niebo. Lato miało się ku końcowi: chmury z dnia na dzień gęstniały, a gdy tylko słońce chyliło się ku zachodowi w dolinach układał się przenikliwy chłód. Wszystko inne odbywało się tak, jak co roku o tej samej porze. I kiedy chłopi zbierali swe plony z ogrodów i sadów, tak i ona pieczołowicie zapełniała swoją spiżarnię rudą marchwią, cebulą i brukwią. Gdy tylko ustały słotne dni, zbierała maliny i kalinę do glinianych garczków i przykrywała je słodką pierzynką. Pełne kosze grzybów nawlekała  na nici jak korale i rozwieszała przy piecu. Odtąd w jej chacie pachniało leśnym runem.  A kiedy tylko pająki zaczęły snuć babie lato, udała się do młynarza w okolice Sobótki, by zdobyć na zimę worek mąki. Po drodze poczuła zapach ogniska i swąd zwęglonych smakołyków. Młode pacholęta utrudzone wykopkami grzebały kijami w żarze i wytaczały zeń osmalone kule.

-Wiedźma! – usłyszała za sobą i zaraz posypały się za nią podgniłe od ulewy ziemniaki. Ledwo uszła z tego cało. Od tej pory omijała wyrostków z daleka. Tylko starej Maciejowej zwierzyła się z tajemnicy, którą pod sercem nosiła. Sekret mierził Maciejową prawie dziewięć dni i byłaby się starowinka udusiła, gdyby nie sąsiadka, która do niej przyszła i od męczydła uwolniła. Tak oto od słowa do słowa zwiedziała się o sekrecie cała wieś. Ba! Wieść krążyła po dziedzińcach jak kraj długi i szeroki i wszyscy już o potomku czarownicy z lasu wiedzieli, prócz samego księcia, który bystrością w rzeczy samej nie grzeszył.

¤¤¤

   Księżna Jagoda czekała rozwiązania sama udając stan błogosławiony. Jak jej się to udawało nie sposób wytłumaczyć. Tak, czy siak, nauki magiczne pobierała u samego Sędziwoja, który rozsiadł się w książęcej wierzy i kamień filozofów produkował. Ale nie o złoto tutaj szło. Uwagę jej książęcej mości przyciągnęła legenda o nieśmiertelności tego, co ów kamień posiądzie. Niespełna trzydziestoletnia już Jagoda chciała więc wydrzeć naturze tajemnicę wiecznego życia.  

c.d.n.

czwartek, 5 lutego 2026

Haiku zimowe III

 cicho cichutko

zagruntowany obraz 

za oknem prószy


***

pobielony brzeg

środkiem bije nurt rzeki

czasem się chowa

 


freepik.com 


***

uwija się wiatr

trwa nasion podniesienie

 sakrament lata


*** 

dzisiaj rudziki

obiecały mi wiosnę

słońca promienie


freepik.com 



czwartek, 29 stycznia 2026

Dalsze losy rzezimieszków - Nawoja

 Nie sposób było jej nie pokochać. Gładka, biała jak mleko skóra jaśniała wśród okalających ją pukli swobodnie opadających na ramiona. Poruszała się z gracją nieznaną chłopkom z Sobótki. W szarej, prostej sukience z naręczem kwiatów wylądała bardzo niewinnie i od razu spodobała się księżnej. 

- Na co ci te kwiaty? Powiadają, że   nieszczęście przynoszą – zagadnęła.

- Jeśli  mogą przynieść to na pewno nie mi – odparła śmiało.

- Hardaś, choć nie wiecie chyba z kim rozprawiacie… 

- Nieszczęście to mogą przynieść tym, co w nie wierzą. Mnie już żadne niestraszne. I opowiadać księżnej poczęła, jak to w młodym wieku oboje rodziców straciła, o rzeszy zalotników, co żaden krzty rozumu nie miał i jak to jej dom na pogórzu poborcy księcia Maksymiliana zabrać chcieli i jak sama borykać się z trudem dnia codziennego musiała. 

Spodobała się księżnej ta prosta dziewucha, bo nie dość, że z urody, to i w sprycie była do niej podobna. Zapragnęła więc mieć ją przy sobie. Zeszła z kasztanowego ogiera i pociągnęła za uzdę, by zrównać się z dziewczyną. 

-Mieszkasz tu na odludziu, sama o wszystko się troszczysz, nie marzyłaś nigdy o innej doli?   O pałacu i bujnych ogrodach, w których można się zgubić? Cienistych krużgankach i balach na sto par? 

Młoda kobieta zaprzeczyła. -Każdy powinien znać swoje miejsce – odpowiedziała.

- Ale co to za odpowiedź? Powinnaś mieć jakieś porównanie, zobaczyć wielki świat. Na moim dworze byłabyś uwielbiana, bardowie śpiewaliby dla ciebie pieśni, rycerze walczyliby o twe względy. 

¤¤¤

   Po takich zapewnieniach Nawoja zaczęła rozmyślać. A przy kolejnej wizycie uległa namowom księżnej, która obiecała  wprowadzić ją na salony. 

I rzeczywiście. Kiedy obie niewiasty dotarły na zamek, pani przedstawiła dziewczynę jako swą  krewną. 

A Nawoi aż kręciło się w głowie od przepychu, który zewsząd ją otaczał. Na dziedzińcu i  pokojach krzątało się mnóstwo osób. Jeszcze więcej spoglądało z portretów i luster. 

 

¤¤¤

-Ładna – stwierdził Sędziwój – ale czy, aby nie nazbyt bystra? – spytał zwracając się do księżnej. - Musiała mieć jaką wiedźmę w rodzinie – zawyrokował mag, a na jego twarzy pojawił się brzydki grymas. - Chłopki nie patrzą w taki sposób. Ich twarz nie zdradza oznak zamyślenia.

 -Prędko, musimy działać. Zdaje się, że nie zechce długo tu pozostać – odparła zaniepokojona. Wkrótce po tajnej naradzie w wieży czarodzieja i dzięki usilnym zabiegom księżnej, miał się odbyć na dworze bal. 

cdn.

freepik.com 


wtorek, 13 stycznia 2026

Kalendarze

 Na progu Nowego

samoistnie rachujemy

bilans zysków i strat.

Gdy wskazówka opadnie

a noc zapłonie zorzą,

bieżące traci na wartości,

 wymawiamy wzajemnie życzenia

- satysfskcji z współistnienia...


Skrycie przy tym wypatrując

łaskawszego  dla siebie przesłania:

jakiejś złotolicej wróżby,

jakichś roześmianych oczu  

dla niepewnych czasów.


I choć każdy ma swe racje,

nieustannie trwają eliminacje.

- Ludzi co odeszli, 

przyszli lub nadchodzą.

Pomysłów i zmian, 

znów pracy nad sobą...


Na progu Nowego

bywa, że jesteśmy odarci ze złudzeń.

Na przekór wszystkiemu

na cześć i chwałę tym, 

co nas wybiorą, 

 zostańmy w zgodzie z sobą.



freepik.com 



poniedziałek, 29 grudnia 2025

Północ południe



Wyprowadzając myśli na spacer,

 pokazuje sercu niezmierzone piękno;

Za oknem rozpierzchła się zima,

rosną wydmy ze śniegu,

 na mroźnej  pustyni

dmie i zawiewa wiatr.


Z obręczy nocy prześwituje  świt:

każdego dnia wydłuża swe promienie.

 Gdzieś niebieskie wyroki są łaskawsze;

  Na bezchmurnym niebie toczy  się słońce, 

wzgórza pokrył sad

  kwiatów pomarańczy.