rozpoczął się
mlecznymi mgłami
rozlanymi na łąkach
i w dolinach rzek
wraz ze słońcem
pęczniał i dojrzewał
mieniąc się w jego blasku
i chronił w cieniu drzew
by spłynąć ku zachodzie
karminową poświatą w dół
ten jeden dzień
jak ludzkie życie
rozpoczął się
mlecznymi mgłami
rozlanymi na łąkach
i w dolinach rzek
wraz ze słońcem
pęczniał i dojrzewał
mieniąc się w jego blasku
i chronił w cieniu drzew
by spłynąć ku zachodzie
karminową poświatą w dół
ten jeden dzień
jak ludzkie życie
Tyle czekania,
byś w końcu przyszła.
W chłodny poranek,
szeleszczącym roztagnieniem
pokryła się znajoma ścieżka.
Już było wiadomo,
że jesteś tu.
W rozciągniętym swetrze,
w butach młodocianych buntowników,
z kieszeniami pełnymi kasztanów.
I... tomikiem poezji
spisanym rozanieleniem
wędrownych ptaków.
Nie odmawiaj mi zachwytu
nad samotną różą
w barbarzyńskich świecie traw.
Daj mi ją podziwiać.
Ogród to piękno,
które w pamięci trwa,
choć zmieniają się pory roku i dnia.
Nieustannie się przekształca.
Człowiek szukający,
o krok od tajemnicy,
do końca jej nie pojmie...
Ogród tajemnic - chatgpt.com
Było deszczowo,
W końcu jednak pojawiło słońce.
Nic już jednak nie było tak samo.
Woda nasyciła ziemię wsiąkając w osuwiska.
A wezbrana fala zmyła wszelkie złudzenia
Zmieniło się dosłownie wszystko.
Czasem jedno zdarzenie
rozwiązuje problem,
niekiedy jest źródłem
innych.
Prawdziwy poeta codziennie płodzi choćby jeden wiersz.
Już po mnie!
Nie dla mnie liryczne podwoje.
Gdzie mi tam?
Od polotu i finezji są inni.
Nie tworzę misternych konstrukcji.
Nie moja Sagrada Familia, czy Notre Dame...
Słowa grzęzną pod powieką w postaci łez.
Strzępków wspomnień,
zaniechanych promptów,
i niespełnionych nadziei.
Sypię głowę popiołem.
Zbrakło fachowców,
budowa stoi.
***
barwne refleksy
swobodnie kwitnie łąka
pod okiem słońca
***
wespół wiły się
razem do góry pięły
leśne jeżyny
***
chrust pod stopami
suchy szelest i trzaski
szukanie grzybów
***
zasnute niebo
deszcz przenika horyzont
rozmywa płoty
***
* Obrazy chatgpt.com
Jakże skrzy niebiański zwierzyniec;
Płonie księżyc w kolumnadach drzew.
Wśród nich leśnej łąki dziedziniec
I stworzenie, które czuje zew.
Te oczy tak łagodne niegdyś,
Szukają światła w gęstej czerni.
Przeklęte dusze… Gdzie błądzą dziś?
- Szczękę wypełnia wieniec cierni.
Nagle wyczuła ludzkie siedliska;
Tam biły serca do pożarcia!
Jakoż ta luna w szpary się wciska,
błyskają zęby w ceremonii zwarcia.
Trysnęła krew jak zdrój krynicy
Zachłannych pocałunków fale;
Jak owoc wybornej winnicy,
Pochłonęła w łapczywym szale.
Wielbiąc zdobycz, nim w mękach skona,
Zanim owa na zawsze zaśnie.
A nad wszystkim czuwa ikona;
Kończy żer, gdy robi się jaśniej.
Słonecznym różowym zaciekiem,
spłyneły bezkresne amaranty.
„Przecież ja wciąż jestem człowiekiem...”
- Echo z wieży grało kuranty.