Na jasne do tej pory niebo wpłynęła nagle armada chmur. Widać było jak gęstniały przesuwając się nad stuletnim lasem. Wraz z chmurą stężały wcześniej spokój majowego popołudnia zmieniał się w gorączkę i gotował na żywe stworzenia na trud. Odruchowo ptaki cichły, a leśny zwierzyniec leciał i biegł do naturalnych siedlisk, gniazd i nor. Ciemny granat olbrzymiej błyskającej od spodu chmury przesuwał zachodni wiatr.
Zrazu lunęło. Na pola i lasy posypał się deszcz, później grad. Gałęzie drzew miotały się w rozpaczy i biły to w jedną, to w drugą stronę. A pioruny biły na oślep pośród narastających fal.
Dąbrówka przeczuwając co się święci, nie opuszczała tego dnia swego domostwa nawet za płot. We wszelkich czynnościach gospodarczych towarzyszył jej niedźwiedzi chowaniec, który wabił się Misiek. Misiek patrzał bezkrytycznie na Dąbrówkę i podążał za nią krok w krok. Odkąd dziewczyna przygarnęła osieroconego niedźwiadka, minął już piąty rok. Wyrósł na potężne zwierzę, a rozmiar postury; w tym łapy zakończone pazurami i paszcza wypełniona ostrymi zębami, skutecznie studziły zapędy zarówno miejscowych, jak i przejezdnych. Wprawdzie obejście Dąbrówki powiększyło się od tego czasu o dojną kozę i stadko kaczek ochoczo pluskających się w powstałej po deszczu kałuży, to Dąbrówka nadal mieszkała sama.
Głośny huk sprawił iż zerwała się z krzesła od zaczętej robutki i pobiegła wyjrzeć przez kraciaste okno. Piorun spadł na ruiny, gdzie od dłuższego czasu pomieszkiwał guślarz Sędziwuj. Silne wyładowanie zatrząsło ziemią, a potężny grzmot rozniósł się po okolicy. I nagle tak prędko jak się zaczęła, tak i się skończyła
Właściwie to było już po burzy. Ubrała się tedy cieplej i udała w drogę ku górze na którym bielały ruiny zamczyska, sprawdzić, co z Sędziwojem.
Zdjęcia wygenerowane AI
































