Ognie w szalonym zatopione błękicie,
Odblask kocich oczu otoczonych mrokiem.
Aksamitne źdźbła ręka odkrywa skrycie;
Tam każdy wrzący nerw innym jest rozłogiem.
Spływają do źródeł, do bram przestrzeni;
Strugami kreślą tańczącej zarys ścieżki.
W sennych zakamarkach omszonej zieleni;
W górę, to w dół wzlata, dla ziemi zbyt lekki.
Punkcik rozczulił wreszcie rozpłakaną noc;
Jeden mały świetlik, a obraz pokraśniał.
Ciemności się go boją, on tłumi ich moc;
Lecz gdyby nie cienie, świetlik by nie jaśniał…
(23 lipca 2009)
Właśnie zakwitły katalpy...


