czas zwalnia
oddychamy wolniej
jak te góry spowite mgłą
łagodnie spływają
ku dolinom
otulone kaskadami drzew
skrzącej rosy welonami
pastelowych snów
rozmarzonych spojrzeń
mariażem nocy i dnia
czas zwalnia
oddychamy wolniej
jak te góry spowite mgłą
łagodnie spływają
ku dolinom
otulone kaskadami drzew
skrzącej rosy welonami
pastelowych snów
rozmarzonych spojrzeń
mariażem nocy i dnia
od zawsze był czas
muzyka ciemności
w ciemności był punkt
świetlana przybłęda
skręcona w spiralę
wpędzona w ruch
by spotkać się tu
w rozwidleniu ulic
puls w szybach metra
nieznane twarze
mknie życia sen
senne miraże
od zawsze był czas
muzyka ciemności
w ciemności był punkt
świetlana przybłęda
w oddali nic
tylko wiatr
gdziekolwiek spojrzeć
naga noc
przystrojona
w najcenniejsze klejnoty
miliardy oczu
spoglądają w górę
i w zachwycie płoną
w nocy zbudziła mnie sowa
nieznany odgłos
jakaś obca mowa
najwyraźniej ptaszysko
siedziało na kominie
szydziło sobie z nas
z naszych przyziemnych snów
kpiło z ludzkich wad
i dwónożnego wędrowania
drwiło z dachu nad głową
co się zowie domem
schronienie winno tulić się do nieba
a księżyc kłaniać się mu w pas
pod nim powinien lśnić pejzaż zimowy
a nad nim lasy pełne gwiazd
gdy śmiała się z nas sowa
pohukując raz po raz
w czeluści odeszły cienie
ze świtem zadrżało słońce
i koło zatoczył czas
głowi się księżyc
nad chłopkskim polem
wzrok wbił w niebo sokole
uszy mitręży
spać już powinien
lecz spać nie może
dzień snem go zmoże
grzędą w dolinie
srebrny cyrulik
pomóc w zadumie
sobie nie umie
chmurę przytuli
policzy owce
wychyli prędko
rozlane mleko
zje słów manowce
miast słodko drzemać
stopnie zbuduje
noc defiluje
mroczna bohema
Kiedy noc siłą złudzenia,
zasłoni świat chustą cienia
-spęta całunem zwątpienia...
-Zbudź się o mocy tworzenia!
*
-Mroku nie ma - to brak światła!
-Masz je piekłu wydrzeć z gardła!
-W lochu łez wskrzesić wizję ckliwą;
rozproszoną i lękliwą.
-Iskrę - w wewnętrznym zachwycie.
- Nadzieja ratuje życie.
W owych czasach owce
rozumu nabrały.
Wcześniej rzadko stadnie
wspólnie rozmyślały,
nic nie planowały...
Skutkiem zrozumienia
wilczego pragnienia
instynktu przemocy
pod osłoną nocy,
fortel rozpoznały.
Maski pospadały!
Basior w potrzask złapany,
kluczył, ślady zacierał
i udawał ofiarę
w swej agresji nad miarę.
-Przecież to są szykany!
-Byłem atakowany!
-wytłumaczyć chciał wybieg.
-Wiem, zbłądziłem, jakkolwiek...
-Broniłem stada mego!
-Musiałem bronić swego!
Spuścił wilk łeb skruszony:
-Ja... pod złego namową...
-z pułapki chciał wyjść...z głową