raz na sto lat
może częściej
może mniej
w ogrodzie życia
otwiera się brama
podszyte wiatrem
spiżowe skrzydło
po równi odsłania i skrywa
wśród drzew witraży
ażurowych pnączy
krętymi ścieżkamu
przechadza się los
jednym uśmiech daruje
innym łzy zasiewa
podnosi z czeluści
zdeptaną różę
do serca przytuli
nikomu nie odda
nigdy nie porzuci
i nie zapomni
prędzej rozpacz jak deszcz
na wody spokojne rzuci
i tak jak w zegarze
przetoczą się koła
i urosną w siłę
promienistą łuską
w rzece przeznaczenia
raz na sto lat
może częściej
może mniej
gdy ludzką duszę
huragan potarga
wielkie czyniąc spustoszenie