Tyle czekania,
byś w końcu przyszła.
W chłodny poranek,
szeleszczącym roztagnieniem
pokryła się znajoma ścieżka.
Już było wiadomo,
że jesteś tu.
W rozciągniętym swetrze,
w butach młodocianych buntowników,
z kieszeniami pełnymi kasztanów.
I... tomikiem poezji
spisanym rozanieleniem
wędrownych ptaków.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz