Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 23 kwietnia 2026

Myślokształty

 I stała się wiosna. 

Olśniewająca z wnikliwą słońca przejrzystością, migotliwą nieśmiałością w koronach drzew. Z powietrzem przetkanym fedrią barw i dotkliwą tęsknotą, która w głowie się nie mieści. Pojawiającą się to tu, to tam. Całkiem z zaskoczenia. Zlewającą się nagle w fantasmagorie, w obłoki i  zapachy z przeszłości. Płoni się, rumieni... Pełna drobnych zachwytów,  niezwyczajnych parasolkowatych kształtów oraz z zatroskaniem młodych rodziców. Pewnego ranka wybucha za oknem kaskadami wonnej drobnicy. Znienacka , bez ostrzeżenia rozkwita całymi bukietami bez. Aż słodko jest w ustach. Od wzruszenia brak lub nadmiar słowa. I skrzą się wszędzie skrzydlate uniesienia. Drży powietrze od snów ciepłego popołudnia. Wypełnia się brzękiem rozbudzonych owadów sprytnie uczepionych  dni. Wydeptane ścieżki skręcają zawsze do wody. Tam dwa brzegi łączą się na moście i  pluskiem wody jak spojrzenia schodzą w dół.  Tam wiją się srebrzyście wysadzane kamieniami serpenty rzek. A w oddali leśne skrawki. Kosmyki mchu obejmują pnie zdrowych i powalonych drzew.  Porzucone przez burzę pokaleczone konary wyciągają ręce do chmur. Wszystko się zlewa. Zewsząd spełnienie. Zapach rządzy i trwogi. 

Szaleńcy! 

Już nikt nie zaprzeczy tej wiośnie. Wszędzie rozpięła wnyki i sidła pożądliwej zieleni. Zanosi się na deszcz...


                    





                    



2 komentarze: