Łączna liczba wyświetleń

środa, 15 kwietnia 2026

A licho wie VIII











 I stała się rzecz niepojęta, bo kiedy licho w białym welonie, na ślubnym kobiercu dozgonną miłość młodemu księciu przysięgło, a potem prosto w usta Twardostoja ucałowało, buchnęło, huknęło i cały czar naraz prysł. Z łysawej szkarady zmieniło się w nadobną księżniczkę, która, trzeba przyznać nie tylko panu młodemu, ale i innym zebranym bardzo się spodobała. 
Tylko Halszka z daleka wszystkim się odgrażała, że jeszcze ją popamiętają. Niedoszła żona miała rację. Obrośnięta jak u dzika twarz z pewnością wystarczyła, zostaeić w pamięci ślad.
Za to pośród gości pojawiła się nagle nikomu nieznana starowinka. Rozsiadła się nieproszona wśród weselników i taką to historię im opowiedziała:
Za górami, za lasami była sobie raz księżniczka, która wszystkich swych adoratorów nagminnie zwodziła i bex niczego odprawiała. Straszliwie jej ta nieobyczajność rodziców martwiła i nikogo się ona nie słuchała: ni ojca, ni matki i ani żadnego na zamku dostojnika. Nikomu bowiem do siebie dojść nie pozwoliła, jedynie czasem leśnej babie, do której chodziła po zioła i zaklęcia. Jako, że nie w prawicy, a w zamawianiu i w eliksirach się lubowała i wyjścia z każdej opresji upatrywała. 
Jednakże owa leśna baba stara już była, choć ciągle jara. Baba nieco się wyprostowała i  wzorzystą chustkę drżącą ręką wygładziła. - Umysł bystry, acz  zmącony - ciągnęła dalej.  - Wzięła tedy wilczełyko  z jaskółczym zielem sobie pomyliła i zeń ową nieszczęsną polewkę uważyła... 
Jaskółcze ziele dobre na pypcie, za to wilczełyko paskudna trucizna - jakby kto tu z szanownie zgromadzonych nie wiedział.
Baba patrzy, a po spożyciu nalewki panna gaśnie i na podłogę się osuwa. 
 Żadne znane jej odtrudki nie działały. A trzeba wam wiedzieć, że tylko co jej przyszło na myśl, wnet wypróbowaława. W ostateczności doszło do niespodzianej transmutacji w leśne licho, do której Baba w akcie desperacji w załączniku zdjęcie klątwy dodała; "Kiedy licho na ślubnym kobiercu wreszcie stanie, do końca swych dni w ludzkiej postaci zostanie".
Po tej gawędzie, weselnicy zrozumiawszy jak wielkiej przemiany byli świadkami, świętowali nie dzień cały, ani nawet tydzień, lecz ze dwa tygodnie. Aż ich starszy książe Maksymilian - ojciec Twardostoja, kazał grzecznie wyprosić do domów. 
c.d.n.?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz