(8 stycznia 2013)
-Zabierzcie go do uzdrowiciela! – zarządziła dziewka. -Piorunem!
-Misiek, coś ty zrobił? Niedźwiedź zajęczał gardłowo i spuścił łeb.
Druhowie wartko zabrali nieprzytomnego we wskazanym przez nią kieruku.
W ruinach zamczyska przebywał wędrowny guślarz. Zaadaptował przy tym rumowisko na swoje potrzeby. Na łąkach i w lesie zbierał niezbędne rośliny i grzyby, które poddawał obróbce i leczył nimi ludzi, odczyniał też uroki, a w zamian za to chłopi znosili mu produkty rolne. Stworzył się przy tym niepisany cennik:
- wyleczone kurzajki – tuzin jajek,
-dolegliwości żołądkowe – dwie piaskowe baby,
-na ból głowy u żony – oprawiony królik albo worek mąki,
- eliksir na chłopską potencję – pęto kiełbasy.
Wymieniła jednym tchem Dąbrówka. Kiedy dotarli na miejsce, guślarz obejrzał młodego księcia, który zaczynał już dochodzić do siebie i pokręcił głową.
-Niektóre historie mogą napisać jedynie łzy – powiedział wstając i opierając się o swój kostur. Westchnął przy tym głośno, postawił kija krok dalej od siebie i pochylając ciężar sędziwego ciała, znów usiadł na kamieniu. Już myśleli, że zacznie leczyć, bajać, strofować ich, albo napominać i skłaniać do naprawy, ale on zwiesił nagle głos jakby nagle wszedł w jaki trans i jak gdyby każdo wypowiedziane słowo sprawiało mu ból wycedził: - Ale żem wczoraj mikstur namieszał! Chrząknął, mlasnął, splunął na ziemię i począł opowiadać dalej.
-Dawno, dawno temu, na mglistych wrzosowiskach żyła sobie niewinna dziewczyna. Niewinność – jak każdy guślarz wie, to stan początkowy i przejściowy zmierzający do utraty niewinności – wyjaśnił, jednakże ta dziewczyna była naprawdę niczemu winna. Miała jednak to nieszczęście, że była podobna do pięknej i możnej kobiety w królestwie: zgrabna, ciemnooka, długowłosa, ech… – rozmarzył się ukazując rękoma kształty kobiety, skupiając na opowieści uwagę słuchających.
- A tamta była przebiegła jak ta lisica podczas rui - ciągnął dalej.- Nie tylko męża, ale i doświadczonego magika omotała swymi niewieścimi sztuczkami tak, że czarodziejstwo rozczyniał podle jej zachcianek, nie zważając na to, że wszystko co zrodzone z magii przynosi pomieszanie i chaos w życiu codziennym. Ale co ja wam będę rozprawiał o magicznych prawidłach? To zadanie myślicieli. Otóż ta niewinna dziewczyna padła w sidła intrygi urodziwej jędzy. Pod wpływem mikstury, której jej zmyślnie podano, dziewczyna z wrzosowisk ukochała męża wiedźmy tak bardzo, że po upływie dziewięciu miesięcy powiła mu bliźnięta. Jegomość był jednak wyjątkowo gamoniowaty i nie zauważył zamiany. A żeby tego było mało, bliźnięta: chłopiec i dziewczynka, zostali rozdzieleni przez tą piękną, wpływową wiedźmę zaraz po urodzeniu, co jest oczywiście niedopuszczalne w ezoterycznym środowisku. I dlatego też od tamtej pory maga, który do tego dopuścił prześladuje nomen omen zły omen. Zapadła cisza i nikt nie wiedział co myśleć.
Guślarz wyjął z sukmany bukłak z miksturą niewiadomego pochodzenia i zdrowo pociągnął. Następnie przetarł otwór rękawem i chciał młodych częstować.
-Już dobrze, już wystarczy – przerwała mu zakłopotana Dąbrówka odmawiając poczęstunku, po który sięgnął chętnie Witek spod karczmy Wyrwigrosz i podał zaraz napitek Twardostojowi, który w międzyczasie cudownie do życia powrócił. A ten z niego jak gdyby nigdy nic pociągnął i wcale na chorego już nie wyglądał, bo też umyślnie onego zgrywał, by na jaką czułość od dziewki zasłużyć, jako że był, bądź co bądź, przez Miśka poszkodowany.
-No to komu w drogę, temu czas! Nie będziemy znachora kłopotać, kiedy chory szczęśliwie ozdrowiał – dziewczyna popatrzyła znaczącą w kierunku księcia i jego trzech kompanów.
-Jak się spieszysz, to se siądź – uśmiechnął się Twardostój pozorując maniery nieokrzesanego najemnika. Podsunął jej jakiś sękaty zydelek, ale dziewczyna ani śmiała skorzystać.
Udawał martwego, tylko w jakim celu? - pomyślała. A to nikczemnik! Spojrzała mu wymownie w oczy i pomyślała, że z takim niewdzięcznym i zadufanym w sobie człekiem, to ona nie chce mieć nic wspólnego!
Wzruszyła ramionami i zawołała Miśka. Niedźwiedź usłuchał i poczłapał za dziewczcyną do ich leśnej chaty.
-Wie jak bestię obłaskawić – szepnął Witek i mrugnął do pozostałych.
-Twarda sztuka – ocenił guślarz spoglądając w ślad za dziewczyną.
Śmieli się przy tym żartując, ale Twardostój był zbity z tropu. Nie przyzwyczajony był bowiem, że dziewka stawia jakikolwiek opór.
***
Tymczasem na dwór książęcej pary: Jagody i Maksymiliana dotarli pierwsi posłowie z wymalowanymi wizerunkami kandydatek na żonę dla młodego księcia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz