Nawoja zdziwiła się trochę, gdy ujrzała księżną w identycznej do swojej sukience. Nie sposób było jej odmówić tak strojnego podarku. Gładka, jasna materia opinała talię i opadała z rozmachem w dół. Na całej powierzchni wiły się liliowo kwitnące pnącza. Dekolt i rękawy wykończone koronkową gipiurą... Była zachwycająca.
- A teraz - rzekła wielka pani - nałożymy maski, bo to nie jest zwykły bal, a maskowy. -Przykryj lico i baw się jak nigdy dotąd! Zaśmiała się.
- Niech żyje bal! Skinęła na pokojówkę, która podała Nawoi puchar napełniony winem i trąciła swoim. - Do dna!
Na wieliej sali tańczyło już wiele par. Wirowali w takt muzyki. Ośmielona Nawoja trafiła w ramiona nieznajomego. Od tej pory wszystko zaczęło się dziać jak we śnie. -To chyba wino - myślała. I drżała przy każdym dotyku i co raz bardziej śmiałej pieszczocie. Nie wiedzieć kiedy trafiła do wielce szykownej komnaty, w której spędziła swoją pierwszą noc z mężczyzną.
Nigdy wcześniej nie czuła się tak. I nigdy wcześniej tak nie wstydziła, gdy rano otworzyły się drzwi i do środka wtargnęła jej dobrodziejka. Nie budząc nawet śpiącego, wyrzuciła z pokoju, a dalej wartownicy pochwycili ją w jednej tylko koszuli i wyrzucili z zamku na bruk.
Szczęściem dopiero co świtało. Rynek solny nie zapełnił się jeszcze kupcami. ani kumoszkami. Strażnicy przy głównej bramie przepuścili ją uśmiechając się pobłażliwie.
¤¤¤
Nawoja nieraz opłakiwała noc spędzoną w zamku. Przed oczyma duszy widziała korowód ludzkich masek i dworski przepych; tysiące barw, dźwięków oraz smaków, które dla jednych mogły być spełnieniem marzeń, dla niej stały się przyczyną wstydu. Zdawało jej się, że gdy płacze nad utraconą niewinnością, razem z nią płacze całe niebo. Lato miało się ku końcowi: chmury z dnia na dzień gęstniały, a gdy tylko słońce chyliło się ku zachodowi w dolinach układał się przenikliwy chłód. Wszystko inne odbywało się tak, jak co roku o tej samej porze. I kiedy chłopi zbierali swe plony z ogrodów i sadów, tak i ona pieczołowicie zapełniała swoją spiżarnię rudą marchwią, cebulą i brukwią. Gdy tylko ustały słotne dni, zbierała maliny i kalinę do glinianych garczków i przykrywała je słodką pierzynką. Pełne kosze grzybów nawlekała na nici jak korale i rozwieszała przy piecu. Odtąd w jej chacie pachniało leśnym runem. A kiedy tylko pająki zaczęły snuć babie lato, udała się do młynarza w okolice Sobótki, by zdobyć na zimę worek mąki. Po drodze poczuła zapach ogniska i swąd zwęglonych smakołyków. Młode pacholęta utrudzone wykopkami grzebały kijami w żarze i wytaczały zeń osmalone kule.
-Wiedźma! – usłyszała za sobą i zaraz posypały się za nią podgniłe od ulewy ziemniaki. Ledwo uszła z tego cało. Od tej pory omijała wyrostków z daleka. Tylko starej Maciejowej zwierzyła się z tajemnicy, którą pod sercem nosiła. Sekret mierził Maciejową prawie dziewięć dni i byłaby się starowinka udusiła, gdyby nie sąsiadka, która do niej przyszła i od męczydła uwolniła. Tak oto od słowa do słowa zwiedziała się o sekrecie cała wieś. Ba! Wieść krążyła po dziedzińcach jak kraj długi i szeroki i wszyscy już o potomku czarownicy z lasu wiedzieli, prócz samego księcia, który bystrością w rzeczy samej nie grzeszył.
¤¤¤
Księżna Jagoda czekała rozwiązania sama udając stan błogosławiony. Jak jej się to udawało nie sposób wytłumaczyć. Tak, czy siak, nauki magiczne pobierała u samego Sędziwoja, który rozsiadł się w książęcej wierzy i kamień filozofów produkował. Ale nie o złoto tutaj szło. Uwagę jej książęcej mości przyciągnęła legenda o nieśmiertelności tego, co ów kamień posiądzie. Niespełna trzydziestoletnia już Jagoda chciała więc wydrzeć naturze tajemnicę wiecznego życia.


Od razu czuć dworski przepych, kontrast między maskaradą a codziennym życiem Nawoji, a opis zwykłych czynności – zbieranie malin, przygotowywanie spiżarni – dodaje historii przyjemnej autentyczności. Lubię też to przeplatanie wątku obyczajowego z elementami fantastyki i magii – Jagoda i kamień filozofów wprowadzają ciekawą tajemnicę, która sprawia, że chce się czytać dalej.
OdpowiedzUsuńNajbardziej urzekają mnie detale: zapachy, kolory, drobne gesty bohaterów – dzięki nim świat przedstawiony naprawdę ożywa w wyobraźni czytelnika. To jedna z tych historii, w których łatwo się zgubić, a jednocześnie chce się powracać do opisów i obserwować bohaterów w ich codzienności i przygodach. 🌸✨
Chętnie dowiedziałabym się, co wydarzy się dalej z Jagodą i Nawoja
Dziękuję Andrzeju za przeczytanie i napisanie swoich spostrzeżeń i odczuć. Jest mi niezmiernie miło, kiedy historia się podoba i czytelnicy do niej wracają. Pozdrawiam i życzę przyjemnego nowego tygodnia.
UsuńOjala no le arrebate el secreto. Te mando un beso.
OdpowiedzUsuń¡Ya veremos! Te mando un beso😘
UsuńSuper się czytało :) Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy :)
OdpowiedzUsuńDziękuję. Będzie! Już jest 😉
UsuńWspaniałe opowiadanie które czyta się z największą przyjemnością. Takie życiowe, autentyczne, pełne prawdziwych emocji. Lubię takie historie. Bardzo polubiłam Jagodę ☺️
OdpowiedzUsuńDziękuję Klaudio. Niech więc opowieść się niesie i rozwija. 🤗🫶
UsuńWitaj szumem wiatru MaB
OdpowiedzUsuńKolejny ciekawy odcinek. Lubię Twój język. Twoje słownictwo przywiewa dawne wspomnienia
Pozdrawiam końcówką karnawału
Pozdrawiam i zapraszam do kolejnych wpisów.🤗🫶
UsuńJesteś moją ulubioną pisarką 💖
OdpowiedzUsuńCała jestem w pąsach. Ale ponoć różane policzki bardzo są w trendach.☺️😉
UsuńSuper klimat :)
OdpowiedzUsuńDziękuję i zapraszam.🤗
Usuń