Łączna liczba wyświetleń

piątek, 20 lutego 2026

Dalsze losy rzezimieszków - Narodziny bliźniąt

 Kiedy z drzew opadły już ostatnie liście, a gałązki wrzosów pokryły się kryształkami szadzi, przyszedł na Nawoję czas rozwiązania. Wyjęła tedy z klatki białopiórego gołębia, otworzyła okno i posłała go do starej Paciorkowej, która to we wsi gusła odczyniała, a która miała przyjść jej z pomocą, kiedy przyjdzie na nią pora.

Gołąb zatoczył koło nad domostwem, wzbił się w chmurne przestworza i zniknął jej z oczu. Dryfował chwilę ciesząc się wolnością, tak jak człowiek, który uwolni się z ciasnego i mrocznego pomieszczenia i teraz swobodnie oddychać  może. Chwilę później Nawoję przeszył ból jakiego jeszcze nie znała. Z trudem ułożyła się na posłaniu i oczekiwała nadejścia pomocy. Sekundy zmieniały się w minuty, a minuty w godziny. Nie przewidziała jednak, że gołąb zbłądzić może i zamiast usiąść na gołębniku poczciwej Paciorkowej trafi prosto do wieży Sędziewoja. Ten przyjrzał się ptaszynie i w lot skojarzył co się dzieje.

***

   Księżnej Jagodzie słów zbrakło, kiedy od nadwornego czarodzieja o porodzie usłyszała. Czasu było niewiele. Wyprawkę biegiem spakowała i tajemnym przejściem, których w zamku było wiele, a które jej do tajemnych schadzek z Sędziwojem służyły, wymknęli się na wrzosowiska.

Widok był opłakany. Pościel cała w krwi umazana, a brzemienna nieomal przytomność z wysiłku straciła. Widząc w jakim jest stanie mag zdecydował się jej pomóc i mimo iż brzydził się położnictwa jak niczego na świecie i sprawy tak przyziemne wolał wiejskim znachorkom zostawić, w przypadku książęcego potomka, musiał mieć pewność, że wszystko pójdzie jak należy.

***

   Gołąb zboża w wieży nie dostał i do Paciorkowej na dach poleciał. Baba na umówiony znak sygnał pieluchy w torbę spakowała i i w te pędy pobiegła na wrzosowiska. Kiedy dotarła na miejsce, księżnej, pierworodnego i czarnoksiężnika nie zastała. Brziemienna w bólach nie wiedziała co się dzieje. Majaczyła coś o dziecku, o chłopcu, którego powiła, ale guślarka uspokajać ją poczęła i do prawdziwego porodu przymuszać. 

Chwilę później chatę na wrzosowiskach ponownie wypełnił płacz. Na świat przyszło kolejne maleństwo - dziewczynka.

-Widzisz? – zwróciła się do Nawoi. – Cała jest i zdrowa. Po czym położyła zawiniątko tuż przy matczynej piersi. Nawoja rozchyliła pieluszki ucałowała mechatą główkę i liczyć paluszki zaczęła, a mała syta i swoim pierwszym dniem zmęczona, mruczała coś zasypiając.

 ***

   W tym samym czasie książę Maksymiliam, jak przystało na męża, warował pod drzwiami czuły na każdy głos dobiegający z sypialni żony. Nie posiadał się ze szczęścia, gdy wziął na ręce syna i nie zwrócił nawet uwagi, że jego połowica olśniewa urodą i nic a nic nie jest umęczona porodem. Za to nalegał, żeby nie wstawała i nie forsowała się nadto, że medycy i służki wszystkim się zajmą. 


freepik.com 

10 komentarzy:

  1. To jest fenomen, gdy rodzą się bliźnięta! Cudowny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno wspaniale mieć dwoje na raz, ale ciąże bliźniacze do prostych nie należą. Podwójny wysiłek, ale i radość.👍

      Usuń
  2. Witaj MaB
    Bliźnięta??? No, no... Będzie wyzwanie z imionami:)))
    Pozdrawiam coraz dłuższym dniem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będzie! Już są! Chłopiec po dziadku - Twardostòj, a dziewynka Dąbrówka. 😉😊

      Usuń
  3. Zawsze czekam z niecierpliwością na rzezimieszków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę nad zakończeniem tej serii.

      Usuń
    2. Nie ingeruję w decyzje autora, ale jak już zakończysz to koniecznie poproszę o coś podobnego :)

      Usuń
    3. Specjalnie dla Ciebie i jeszcze kilku innych osób odwiedzających tego bloga - A licho wie. 🤗

      Usuń